Batalion damour

Cieszyn, pub Europa  31.07.2004

 

 

Ostatni weekend lipca stał jak zwykle w naszym kraju pod znakiem imprez masowych. W samą tylko sobotę 31 lipca odbywało się jednocześnie w całej Polsce kilka dużych festiwali muzycznych, że wspomnę chociażby o Przystanku Woodstock (tym razem w Kętrzynie), Festiwalu im. R.Riedla w Tychach czy w końcu o kolejnej edycji Castle Party w Bolkowie. Nawet w samym Cieszynie, gdzie wystąpić miał tego dnia Batalion D’Amour, trwała w najlepsze kilkudniowa impreza pod nazwą „Era Nowe Horyzonty” – festiwal w zasadzie filmowy, ale połączony z całą gamą przeróżnych koncertów. Nad występem Batalionu wisiała więc niechybnie wizja zagrania do pustych ścian. Tymczasem nic bardziej mylnego! Gdy zjawiłem się pod klubem „Europa” (swoją drogą niezwykle wyszukana nazwa dla pubu o wielkości odwrotnie proporcjonalnej do patronującego mu kontynentu) przed zamkniętymi jeszcze drzwiami czekała już spragniona koncertu grupka młodych ludzi i z każdą chwilą schodzili się następni. Tuż przed właściwym rozpoczęciem imprezy sympatyczny klubik nieomal pękał w szwach. Warto przy okazji podkreślić, iż zdecydowaną większość przybyłych  stanowili fani „mrocznych” metalowych dźwięków oraz goci – zatem publiczność jak najbardziej nieprzypadkowa!

Grupie nie bez trudu udało się w końcu przebrnąć przez drobne problemy techniczne i na początek zagrano zwyczajowo już utwór „Ranny anioł”. Tuż po nim pierwszy tego wieczoru klasyk, czyli „Dotyk iluzji” – tytułowy numer z najpopularniejszej chyba płyty BD’A. Za ciosem poszły „Szaleństwo”, „Engraved words” i „Przed świtem”. Jeszcze tylko „Biała sukienka” i oto spotkała mnie największa niespodzianka dzisiejszego koncertu – repertuarowe zmiany sprawiły iż z zestawu „pewniaków” z hukiem  wyleciał grany od wieków „Personal Jesus” a w jego miejsce  zawitał inny cover. Nie trudno się domyślić, iż zespół pragnąc zachować swoją tradycję sięgnął znów po piosenkę Depeche Mode, aczkolwiek tym razem wybór mógł niektórym (na przykład piszącemu te słowa) wydać się nieco kontrowersyjny. Wzięto bowiem na warsztat kawałek trudny, niekoniecznie nadający się do grania na żywo i raczej pozbawiony potencjału przebojowości, jakże charakterystycznego dla bardziej znanych utworów DM. Mowa o piosence „Dream on” wywodzącej się z ostatniego jak dotąd studyjnego albumu „depeszów” czyli „Exiter” z 2001 roku. Pomysł adaptacji tego dzieła zakrawał iście na szaleństwo, ale – jak mawia pewne znane porzekadło – „w tym szaleństwie jest metoda”. Batalionowa wersja „Dream on” pokazała, że ten zespół nie boi się wyzwań i potrafi stawić czoła nawet w ryzykownych sytuacjach. Podobnie jak w przypadku „Personal Jesus” grupie udało odcisnąć na cudzej kompozycji własne piętno – zaaranżowali to po swojemu i dla słuchacza nie znającego  twórczości DM będzie to brzmiało jak kolejny kawałek Batalion D’Amour. Zwłaszcza refren, w którym muzycy dali naprawdę niezłego kopa!

Po krótkiej przerwie „na papieroska” zespół powrócił ze swoim nowszym materiałem. Były więc „Czarne słońca”, „Toksyczna” (wyproszona przez jednego takiego marudę...) i „Ludzie bez twarzy”. Publika żywo reagowała na wykonywane jeden po drugim numery. Metalowcy ostro szaleli na parkiecie – wiele rzeczy już na koncertach widziałem, ale pogo w trakcie „Empty minds” to jeszcze nigdy dotąd! Świetnie wypadł też jeden z najnowszych utworów, noszący na razie roboczą nazwę „Nija” (tak przynajmniej udało mi się dowiedzieć). Zespół zahaczył także o „Erotyk” ze swej poprzedniej płyty. Potem, po raz drugi i nieostatni w trakcie setu, usłyszeliśmy duet wokalny Piotra i Karoliny. Wypełnił on kolejną premierową kompozycję, której tytułu nie dane mi było uświadczyć, ale wierzę że z chwilą pojawienia się nowej płyty sytuacja ta ulegnie poprawie. W myśl niepisanej świeckiej tradycji zasadniczą część koncertu zamknęło oczywiście „W połowie drogi donikąd”.

Na tak intensywnym występie nie mogło się jednak obejść bez bisowania. Zgromadzeni wśród słuchaczy całkiem liczni zwolennicy Depeche Mode wymusili na grupie zmianę decyzji dotyczącej swego postanowienia, gdyż w końcu „Personal Jesus” został jednak zagrany. Mało tego – aby w pełni zaspokoić fanów Martina Gore’a i jego gromadki, usłyszeliśmy jeszcze „In your room”. I już zupełnie na dobranoc  autorskie „Żądze”, który to numer najwyraźniej powraca ostatnio do łask.

Koncert rewelacyjny, publika wspaniała, niby wszystko ok. A jednak puenta nie należeć będzie do najweselszych. Otóż tak się złożyło, iż koncert Batalion D’Amour zbiegł się w czasie z zakończeniem koncertowej działalności pubu „Europa”. Podobno właściciel tego sympatycznego przybytku przegrał nierówną walkę z sąsiadami, którym przeszkadzała grana na żywo muzyka. Eh, szkoda słów...

 

 

 

 

ã Michał, sierpień 2004

 

 

 

 

 

 

deszczownie,armatki śnieżne, deszczownia,nawadnianie sprężarki,kompresory,sprężarka,osuszacze koagulanty,oczyszczalnie ścieków,polielektrolity deszczownie,armatki śnieżne, deszczownia,nawadnianie sprężarki,kompresory,sprężarka,osuszacze koagulanty,oczyszczalnie ścieków,polielektrolity deszczownie,armatki śnieżne, deszczownia,nawadnianie sprężarki,kompresory,sprężarka,osuszacze koagulanty,oczyszczalnie ścieków,polielektrolity deszczownie,armatki śnieżne, deszczownia,nawadnianie sprężarki,kompresory,sprężarka,osuszacze koagulanty,oczyszczalnie ścieków,polielektrolity