Batalion d’amour
Koncerty w chorzowskiej „Leśniczówce” stały się już dla Batalion
D’Amour niepisaną tradycją. Stanowią ważny punkt w koncertowym grafiku
zespołu. Grupa pojawia się tu regularnie co roku. Zresztą samo miejsce wydaje
się mieć dla muzyków znaczenie szczególne. Położony niemal w samym środku lasu
historyczny drewniany budynek Domu Pracy Twórczej emanuje niezwykłym, skłaniającym
do refleksji klimatem. To właśnie tutaj - ładnych kilka lat temu – swój pierwszy
koncert w składzie Batalionu zaśpiewała Ania Zachar. Również jeden z ostatnich w
szeregach grupy występów Anki (już pod nazwiskiem Blomberg) przed jej wyjazdem
na stałe do Anglii miał miejsce właśnie w tym legendarnym klubie w styczniu
2001. Tutaj wreszcie, w czerwcu 2002 udanie zadebiutowała przed śląską
publicznością nowa wokalistka grupy – Karolina Andrzejewska. Bez wątpienia atmosfera
kultowego miejsca sprzyja udanym koncertom. Nie inaczej było i tym razem.
O wartości nowego oblicza grupy miałem okazję przekonać się w
ostatnich miesiącach już kilkakrotnie. Z pełną odpowiedzialnością za swoje
słowa mam odwagę oznajmić, iż dopiero obecna wersja BD’A odpowiada mi
najbardziej. Oczywiście nie każdemu musi się podobać sposób śpiewania nowej
wokalistki oraz charakter prezentowanych na żywo premierowych kompozycji, co
uwidacznia się czasami w wysuwanych pod adresem zespołu słowach krytyki. Słowa
te wypowiadają jednak przede wszystkim ludzie przyzwyczajeni do gotyckiego
wizerunku grupy. A tymczasem zarówno głos Karoliny jak i struktura nowych
piosenek oddalają Batalion D’Amour od całego tego nurtu gotyckiego o lata
świetlne! I bardzo dobrze. Nowy materiał mieści się raczej w stylistyce rocka
progresywnego, aczkolwiek upychanie go na siłę w jakiejkolwiek szufladce byłoby
dla twórców mocno krzywdzące. To po prostu bardzo ciekawe i niebanalne
kompozycje. Są w nich miejsca na
rozbudowane partie instrumentalne, są niesztampowe melodie i częste zmiany
tempa. Nad wszystkim zaś unosi się śpiew, który porusza do głębi. Śpiew jakże
inny od tego, który wciąż serwują nam zapatrzone w Anję Orthodox kolejne
pokolenia smutnych panien w czarnych sukniach. Mocny, nieco soulowy głos, którym
operuje osoba świadoma swych możliwości. Co więcej, dzięki zasileniu składu BD’A
przez Karolinę nieznanym dotąd blaskiem zalśniły także niektóre starsze
kompozycje z repertuaru zespołu, a chociażby taki „Empty minds” wydaje
się być wręcz stworzony idealnie po to, aby śpiewała go właśnie ona.
O tym, że Batalion pojawi się w Leśniczówce na początku jesieni,
wiedziałem już od jakiegoś czasu. Oczywiście nie miałem zamiaru przepuścić
takiej okazji, zatem w sobotę 6 września 2003 chętnie zawitałem do legendarnego
chorzowskiego klubu. Zespół (jak zwykle) dotarł na miejsce niemal w ostatniej
chwili, co nie przeszkodziło „starym wyjadaczom” sprawnie rozstawić sprzęt i rozpocząć
imprezę z naprawdę niewielkim opóźnieniem.
Po krótkiej próbie dźwięku jako pierwszy zabrzmiał utwór „Ranny
anioł”. Zaraz za nim usłyszeliśmy „Białą sukienkę” z cieszącej się
wciąż wśród gotów uznaniem płyty „55 minutes of love”, po czym grupa
skupiła się już głównie na prezentacji najnowszych dokonań. W nostalgiczny
klimat wprowadził nas zatem „Shadow side of god” i zagrane w chwilę
potem „Czarne słońca”. Słuchając wykonań tych kompozycji w Leśniczówce
byłem już bogatszy o znajomość nagranego na przełomie czerwca i lipca najnowszego
Demo zespołu, na które trafiły wspomniane utwory. Zdaję więc sobie sprawę z
faktu, że miałem nieco ułatwiony odbiór tego materiału. Tym bardziej warto więc
podkreślić fakt, iż nowe utwory zagrane w Chorzowie spotkały się z entuzjastyczną
owacją publiki, która raczej nie miała możliwości wysłuchania wcześniej
wspomnianej demówki. Świadczy to dobitnie, że dobra muzyka zawsze obroni się
sama! Kolejnym nowym kawałkiem był „Ulice bez nazw i ludzie bez twarzy”
zaśpiewany wspólnie przez Karolinę i Piotra. Potem jeszcze „Engraved words”
oraz „Przed świtem”. Rzecz jasna, nie mogło tego wieczora zabraknąć
coveru Depeche Mode „Personal Jesus”. Zespół gra go na swoich koncertach
chyba od zawsze. W każdym razie ja nie przypominam sobie koncertu BD’A, na
którym pominięto by ów „szlagier”. Co prawda wraz z odejściem z zespołu Ani
Blomberg populacja zaprzysięgłych fanów DM zmalała w szeregach grupy o 50%, ale
pamiętajmy, że pozostałe 50% stanowi największy fan Depeche Mode na
Podbeskidziu – mister Mariusz „Pajdo” Pająk. Stąd też nie mam obaw o to, że kiedykolwiek
zabraknie na koncercie Batalionu „Personala” tudzież innego coveru DM.
Jak zwykle gorąco przyjęty został „Dotyk iluzji” z
pamiętnej płyty o tym samym tytule. Również z tego samego albumu zabrzmiała w
chwilę potem niezwykła pieśń „Szukając”. Tu pozwolę sobie znów na
osobistą dygresję. Piosenka „Szukając” jest - moim skromnym zdaniem - jednym z
najjaśniejszych punktów „starego” Batalionu. Jestem jednak mocno odosobniony w
tym przekonaniu. Panowie z zespołu jakoś chyba niespecjalnie docenili wagę tej
perełki, albowiem nigdy dotąd nie wykonywali tego utworu na żywo! Dopiero moje
kilkumiesięczne (tak, tak) błagania zaowocowały precedensem – Piotr obiecał, że
na pewno kiedyś to zagrają. Chłopaki przećwiczyli to w końcu na próbie i stało
się! Zagrali go w Leśniczówce, prawdopodobnie specjalnie dla mnie! Nie muszę
chyba dodawać, iż był to najmilszy fragment całego koncertu. Nieco wyciszony
Pajdo, senne klawisze Mirka, porywający motyw gitarowy Roberta i śpiewany przez
Piotra (wspomaganego tylko w refrenie przez Karolinę) prosty, ale jakże piękny
tekst. Taka chwila mogłaby trwać wiecznie...
Ostatnim akcentem nowych czasów był utwór „Toksyczna”,
również znany jak na razie tylko z najnowszego Demo. To kolejna prawdziwa perła
w repertuarze BD’A i myślę, że ma szanse stać się kiedyś klasykiem. Tymczasem
koncert nieubłaganie zmierzał już do finału. Po wspaniałym „Empty minds”
zagrano zamykające właściwą cześć setu „W połowie drogi donikąd”. Spragnieni
muzyki słuchacze zaczęli więc domagać się bisów. Grupa wróciła na scenę i
wykonała „Szaleństwo”, ale publice wciąż było mało. Definitywnie na
koniec usłyszeliśmy więc „Żądze” – stareńki kawałek znany jedynie z
kasety „Synowie buntu”, pamiętający jeszcze wczesne lata
dziewięćdziesiąte, gdy Batalion występował w nieco innym składzie. Obowiązkowe
ukłony, podziękowania...
Nie przesadzę pisząc, że był to jeden z najlepszych koncertów tej
grupy, na których miałem okazję być. Pozostaje jedynie żałować, że do czasu
następnego pojawienia się Batalion D’Amour w Leśniczówce przyjdzie mi pewnie poczekać
kolejny okrągły rok.
ã Michał, wrzesień 2003